O pięknie szytym na miarę

Na początku były skrawki. Jedwabne kawałki szlachetnego materiału, które wpadły w moje dziecięce dłonie. Widziałam jak rosły jedne na drugich obok maszyny do szycia mojej mamy. Z wprawą (na jaką stać dziesięciolatkę), połączyłam je w całość, nadałam im nową formę. Tak powstała moja pierwsza spódnica.

O linii, która jest kobietą

Wszystko zaczęło się od okręgów. Kreśliłam mniejsze i większe w pracowni na Politechnice w błękitnej Walencji. To był 2014 rok, podczas wymiany studenckiej. Pablo, mój ówczesny wykładowca na wydziale architektury kazał nie bać się okrągłego kształtu i pękatych średnic. Kół więc na arkuszach było coraz więcej i więcej, nieśmiało zapowiadając kobiece zgięcia i wygięcia, które miały się z nich wkrótce wynurzyć.